Z Kinnarps do Stavanger z Rolandem – kierowcą i montażystą w jednej osobie!

Istnieje wiele sposobów dotarcia ze szwedzkiego Kinnarps do norweskiego Stavanger, choć jedynym sensownym rozwiązaniem jest przelot samolotem. Niestety to niem ożliwe, kiedy bagaż stanowi ponad 10 ton mebli biurowych! Naszą podróż nad piękne wybrzeże Norwegii rozpoczynamy, mając świeżo w pamięci ostrzeżenie o pierwszym śniegu.

Mam towarzyszyć dostawie mebli ze szwedzkiego Kinnarps do firmy Aker Kvaerner w norweskim Stavanger. Punktem wyjścia jest siódma z 14 ramp załadunkowych w zakładach Kinnarps. Wyprawą kieruje Roland Linder, montażysta, który pracuje w Kinnarps od ponad 36 lat.

Podróż rozpoczyna się w dziale załadunku w Kinnarps. Brygadzista Martin Friberg mówi:
„Ładujemy około 30 kontenerów dziennie, czyli mniej więcej 1 000 – 1 200 metrów sześciennych. Pracuje tu łącznie 80 osób. Aby uporać się ze wszystkim na czas, pracujemy na 3 zmiany: dzienną, wieczorną i nocną, codziennie oprócz sobót i niedziel. Nasza praca, podobnie jak gdzie indziej, polega na dostarczaniu odpowiednich rzeczy w odpowiednie miejsce w odpowiednim czasie.

Ponieważ produkujemy na zamówienie i w zasadzie nie posiadamy stanów magazynowych, wszystkie wyroby trafiają bezpośrednio do działu transportu. Gwarantuje to szybką i bezpieczną obsługę, a także wyklucza ryzyko błędów czy pomyłek - zapewnia Martin. Naszym zadaniem jest taki załadunek całego transportu, aby później można było wszystko sprawnie rozładować. Mając na uwadze ochronę środowiska i zwiększenie ładowności, staramy się eliminować puste przestrzenie a do pakowania towaru stosujemy tylko tekturę falistą i koce z włókniny. Jesteśmy na czas dzięki dobremu planowaniu transportów z Kinnarps, a także nagłemu przypływowi energii tuż przed wyjazdem” – podsumowuje Martin z szerokim uśmiechem.

Wyjeżdżamy z Kinnarps punktualnie o 13.00 przy wspaniałej pogodzie – plus 3 stopnie i przepiękne słońce, choć przed nami zapowiadany śnieg i niepogoda! Siedzimy w 8-biegowej Scanii 380 KM Turbo Diesel. Wśród wielu nowinek technicznych znajduje się w niej sterowany elektronicznie silnik, hydrauliczne zawieszenie i układ ABS na wszystkich kołach.

Podróże do Norwegii to 25-letnia tradycja w Kinnarps. Celem pierwszych wypraw było Oslo. Obecnie ciężarówki Kinnarps jeżdżą do różnych miejsc w całym kraju. Zwłaszcza do Stavanger, gdzie trafia co najmniej jedna dostawa tygodniowo.

Nowe przepisy europejskie, które dotarły do Skandynawii około 10 lat temu, przede wszystkim ograniczyły maksymalny czas jazdy do 9 godzin z 45-minutową przerwą. Przestrzeganie tego przepisu jest nieustannie monitorowane przez tachograf. „Osobiście uważam, że to bardzo dobra rzecz, zarówno dla bezpieczeństwa na drogach, jak i dla nas, kierowców. Dzięki temu powstało przy trasach wiele parkingów, na których można przenocować. Choć ja zawsze zostaję w kabinie, w mojej kawalerce z kierownicą i śpię tu równie dobrze, jak w domu. W zasadzie jest tu naprawdę bardzo wygodnie i mam blisko do pracy” – śmieje się Roland.

Po kilku godzinach dojechaliśmy do granicy norweskiej i nowego punktu odprawy celnej w Svinesund, oddanego do użytku w czerwcu 2005, który nadal nosi wyraźne ślady inauguracji. Z daleka budynki wyglądały, jakby obsiadły je kolorowe zimowe motyle, machające skrzydłami na przenikliwym wietrze. Po podjechaniu bliżej okazało się, że to małe kolorowe mapki dwóch sąsiadujących krajów: Norwegii i Szwecji.

Porsgrunn i Arendal, wkrótce dojeżdżamy do Kristiansand. Tymczasem zrobiło się późno i ciemno. Roland zbliża się do limitu swoich 9 godzin i decydujemy się przenocować we Flekkefjord.

Nazajutrz sprawdzamy prognozę pogody ze znacznie większym zainteresowaniem, niż zwykle. Zapowiadają śnieg w wielu miejscach w Norwegii, choć złe warunki panują tylko w górach. Jedziemy dalej i zaraz za Flekkefjord droga nieustannie pnie się w górę. Silnik warczy i przez cały czas mamy wrażenie, że robi się coraz zimniej i bardziej ślisko. Po dotarciu na szczyt, mijamy tablicę z nazwą miejscowości Bue. „No, najgorsze za nami – mówi Roland - teraz aż do Stavanger mamy już z górki.” Będzie cieplej. Nie musimy się już obawiać zdradliwego lodu ani opadów śniegu.

Nagle dociera do mnie, że Roland to nie tylko kierowca, ale także dostawca i montażysta. „Czyli tak naprawdę wędrowny montażysta – śmieje się Roland – a może ambasador Kinnarps, jeśli wolisz. Nasza praca polega na produkcji i dostawie wyrobów o niezmiennej jakości. Jako dostawca odpowiadam za transport i prawidłowy rozładunek, a jako montażysta za instalację mebli. Chodzi także o to, aby być na miejscu i odpowiadać na wszystkie pytania klientów. Najbardziej cieszy dużo pożytecznej gimnastyki – dodaje z optymizmem Roland – sama jazda i brak ćwiczeń fizycznych byłyby o wiele gorsze.”

Dojeżdżamy do spowitego mgłą Stavanger. Pada deszcz i jest plus 6 stopni. Wjeżdżamy do regionu, w którym znajduje się Aker Kvaerner. Stromy zjazd prowadzi do ich olbrzymiego zakładu. Roland włącza klakson na ostatnich metrach, jakby chciał wszystkim oznajmić: przywożę meble biurowe z Kinnarps. To szczęśliwe spotkanie. Z zakładu wychodzą chłopaki, aby się przywitać i chwilę pożartować. Bez dwóch zdań, Roland to ambasador witany wyjątkowo życzliwie!

Göran Henriksson

Kinnarps Polska Sp. z o.o.
ul. Puławska 354/356, 02-819 Warszawa
Polska
Tel: +48 22 314 64 70-74 , e-mail: info@kinnarps.pl